Co ? Gdzie ? Kiedy ?

Kalendarz

Polecamy

Historia Podobozu Neu Dachs - Filii KL Auschwitz

Cel powstania „obozu pracy” - podobozu obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau (1943-1945)

Właściwa historia podobozu „Neu-Dachs“ w Jaworznie, jednego z 47 podobozów obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, rozpoczęła się 15 czerwca 1943 roku. W tym dniu właśnie przywieziono pierwszą, około stuosobową, grupę więźniów z KL Auschwitz, do pracy w elektrowni cieplnej „Wilhelm”. Podobóz KL Auschwitz „Neu-Dachs” był kolejnym z 28 założonych przy zakładach przemysłowych podobozów. Najbardziej istotnym powodem jego założenia było więc uzyskanie dużej ilości taniej siły roboczej, czyli więźniów z obozów koncentracyjnych. W marcu 1943 roku, z inicjatywy niemieckiej spółki akcyjnej Energieversorgung Oberschlesien AG (EVO)
w Katowicach, popieranej przez samego ministra uzbrojenia i amunicji III Rzeszy Alberta Speera, rozpoczęto budowę elektrowni (Kraftwerk) „Wilhelm” o mocy 300 tysięcy KW, na której miejscu stoi dziś elektrownia Jaworzno II. Zadecydowano również o rozbudowie, nieistniejącej już, elektrowni przy kopalni węgla kamiennego Friedrich-Augustgrube
i zwiększenie jej mocy do 100 tysięcy KW. Codzienne dowożenie więźniów z KL Auschwitz okazało się jednak zbyt kosztowne.
W tym celu dyrekcja EVO zwróciła się do Standardenführera i kierownika urzędu, odpowiedzialnego w zakresie pracy przymusowej w ramach Głównego Urzędu Gospodarczo-Administracyjnego SS (WVHA), Geharda Maurera z pisemną prośbą
o przydział 2000 robotników-więźniów do budowy elektrowni w Jaworznie. Inwestycja ta okazała się dla gospodarki III Rzeszy niezwykle ważna, a odzwierciedlają to następujące słowa, zawarte w piśmie Geharda Maurera z 29 maja 1943 roku: „...Zwracamy uwagę na to, że nasza spółka założona przez generalnego inspektora wody i energii, ma gwarantować pokrycie zapotrzebowania na prąd dla zakładów metali lekkich powstałych na ziemiach wschodnich. Nasz kapitał akcyjny znajduje się całkowicie w rękach Rzeszy, inaczej Generalnego Inspektora Wody i Energii.


Budowa wielkiej elektrowni „Wilhelm” należy zatem do natychmiastowego programu […] Jak można stwierdzić […] sam plan budowy włączony jest do natychmiastowego programu Führera i ma priorytet konieczności […].”


Równie istotne dla przedsięwzięcia było wydobycie węgla, bez którego rozruch elektrowni byłby niemożliwy. Głównym celem stała się przede wszystkim rozbudowa śląskich zakładów energetycznych, które miały dostarczać energii elektrycznej dla, budowanych w pobliżu Wiednia, zbrojeniowych zakładów metali lekkich. Spółce EVO podlegał wówczas szereg znaczących przedsiębiorstw, między innymi elektrownie w Będzinie i Łagiszy oraz Jaworznickie Kopalnie Węgla Kamiennego: „Dachsgrube”, „Rudolfgrube” i Friedrich-Augustgrube”, w tym dopiero powstające kopalnie „Richard” i „Leopold.”

15 czerwca 1943 roku pierwszy transport więźniów-robotników liczył, jak informowało oficjalne pismo EVO z 18 czerwca 1943 roku, 639 zatrudnionych na terenie Jaworzna więźniów, z których 103 stanowiło uciekinierów z KL Auschwitz, 436 angielskich jeńców wojennych z Łambinowic/Lamsdorf ze Stalagu VIII B oraz 100 więźniów karnych z więzienia w Sosnowcu. To właśnie oni jako pierwsi, z pomocą robotników cywilnych, mieli rozbudować obóz, mający pomieścić następne transporty.


Budowa i kształt podobozu „Neu-Dachs” w Jaworznie

Nowy podobóz w Jaworznie, od 30 czerwca 1943 roku funkcjonujący pod oficjalną nazwą „Neu-Dachs”, został usytuowany przy skrzyżowaniu dróg Jaworzno-Katowice z szosą biegnącą do Wysokiego Brzegu. Od strony zachodniej i południowej otoczony był lasem.
W południowej części ogrodzenia znajdowała się brama, przy której z inicjatywy EVO postawiono rzeźbę – drogowskaz, przestawiającą trzy postacie: Żyda w chałacie, księdza i inteligenta. Od strony szosy Kraków-Katowice, obóz otoczony był trzymetrowym murem, który uniemożliwiał osobom postronnym obserwację tego, co działo się na jego terenie. Sam obóz w sumie obejmował około 6,6 ha powierzchni. Otoczony był podwójnym rzędem kolczastych drutów, podłączonych do wysokiego napięcia. Nocą włączano dodatkowe oświetlenie. W chwili zasadniczego zakończenia rozbudowy obozu, w listopadzie 1943 roku, znajdowało się na jego terenie 14 drewnianych baraków mieszkalnych dla więźniów. Dodatkowo działały: barak szpitalny, 2 baraki-łaźnie i barak gospodarczy, ustępy, kuchnia, magazyn odzieży, kotłownia, pralnia, warsztaty i magazyn artykułów spożywczych. Podobóz ten miał planowo pomieścić około 5 tysięcy ludzi. Wokół ogrodzenia wybudowano 8 wież strażniczych zaopatrzonych w broń maszynową. Poza ogrodzeniem, w pobliżu bramy, znajdowała się wartownia, garaże i basen przeciwpożarowy. Około 150 metrów na południe od podobozu, w obrębie dużego łańcucha straży w sosnowym lesie, znajdowały się koszary SS, składające się w sumie
z 2 baraków mieszkalnych i z 1 gospodarczego z kuchnią.


Władze podobozu i ich system kar

Obóz ten podlegał formalnie władzom KL Auschwitz-Birkenau. Natomiast w zakresie spraw kadrowych i dostarczania więźniów, podporządkowany był KL Auschwitz III Monowitz (Monowice). Za całość obozu na miejscu odpowiedzialny był kierownik (Lagerführer) SS-Obersturmführer, (porucznik) Bruno Pfütze. Jego zastępcą był SS- Unterscharführer (kapral) Paul Weissmann. Kierownik obozu Pfütze pełnił równocześnie funkcję dowódcy 4 oraz 5 kompanii wartowniczej. Przy czym kompania 4 odpowiedzialna była za więźniów podobozu „Neu-Dachs”, 5 zaś za więźniów podobozów „Lagisza” (Lagischa), „Hutę Laury” (Laurahütte) w Siemianowicach Śląskich, „Hutę Eintracht“ (Eintrachtshütte) i „Sosnowiec“ (Sosnowitz). Załoga SS generalnie liczyła od 200 do 300 osób, w większości Niemców, ale także pochodzących z Chorwacji, Słowacji, Rumunii,
z Ukraińców i „Volksdeutschów” pochodzenia polskiego.

Pomimo faktu, że podobóz w Jaworznie nie był obozem koncentracyjnym ani zagłady w sensie dosłownym, to jednak miał miano „wykańczalni” ludzi, gdyż system kar jaki wprowadziła i stosowała zamiejscowa władza obozowa wobec więźniów, już za drobne uchybienia (np. za palenie papierosa w czasie pracy), był niewyobrażalnie brutalny i bezlitosny. Więźniowie byli maltretowani, dręczeni karnymi ćwiczeniami, kilkugodzinnymi apelami na mrozie, stosowano także karę słupka, czyli wieszanie więźnia za wykręcone w tył ręce. W betonowych podziemiach kuchni obozu znajdował się karcer z celą do stania (tzw. „Stehbunker”). Było to pomieszczenie o rozmiarach 80 cm x 80 cm, w którym zamykano w całkowitej ciemności trzy osoby. Zgodnie z nazwą tego pomieszczenia, nie można było w nim siedzieć, a jedynie odrobinę przykucnąć. Jednym z najgorszych katów w obozie był wówczas Blockführer SS-Rottenführer, Paul Kraus, zwany przez więźniów „Łapka”. Był znany z tego, że odczuwał ogromną satysfakcję, gdy szczuł więźniów psami. Przedłużeniem aparatu przemocy SS był poniekąd aparat funkcyjny, inaczej samorządowy. W jego skład wchodzili kapowie, vorarbeitrzy, blokowi, sztubowi i pisarze. Na jego czele stał starszy podobozu, kryminalista, oznaczony w obozie numerem 1, słynący ze swoich bestialskich czynów, Bruno Brodniewicz, który szczególnie okrutnie znęcał się nad więźniami narodowości żydowskiej. Od stycznia do grudnia 1944 roku jego miejsce zajął Kurt Pennewitz. Okres ten jest też czasem ucieczek z obozu. Więźniów funkcyjnych rekrutowano spośród więźniów różnych narodowości. Byli wśród nich: Niemcy, Żydzi, Polacy, Holendrzy, Chorwaci, Belgowie, Francuzi i Grecy. To oni stanowili większość więźniów podobozu Neu-Dachs. Większość z nich, chcąc za wszelką cenę utrzymać swoje uprzywilejowane stanowiska, gorliwie wypełniała wszelkie zarządzenia władzy obozowej, nierzadko wychodząc z własną inicjatywą w zaostrzeniu rygoru i utrudnianiu swoim współwięźniom codzienności obozowej. Ale były także osoby, które stanowiły wyjątek, korzystając z wszelkich nadarzających się okazji, by przyjść z pomocą współwięźniom.

Więźniowie i ich warunki życia

Wiadomo już, że w dniu założenia obozu, czyli 15 czerwca 1943 roku, jego stan wynosił około 100 więźniów. Następne transporty, w celu zgromadzenia jak największej liczby więźniów-robotników, były codziennie z różnych podobozów KL Auschwitz, znajdujących się na terenie całego Śląska. Podnosząc, inaczej mówiąc „wydajność pracowniczą więźniów”, dowożono w dniach 26 czerwca, 1, 8 i 11 lipca 1946 roku około 5 000 więźniów z KL Lublin w Majdanku. Były to osoby zdolne do ciężkiej pracy, początkowo skierowane do Oświęcimia, ale później przetransportowane do pracy w podobozie „Neu-Dachs”. Do sierpnia stan podobozu wzrósł do około 1 600 więźniów. W styczniu 1944 roku wyniósł około 2 000 więźniów, po czym w lutym, ze względu na ciężką zimę, barbarzyńskie warunki higieniczne oraz z powodu wycieńczenia więźniów pracą ponad siły, ich liczba znacznie się obniżyła. Latem dostarczono nowych więźniów, co spowodowało wzrost ich liczby do około 3 200 osób. W dniu ostatecznej likwidacji podobozu „Neu-Dachs”, 17 stycznia 1945 roku, na jego terenie przebywało 3 664 osób.

Około 80 % więźniów podobozu stanowili Żydzi z różnych krajów Europy, w szczególności z Polski, Grecji, Jugosławii, Węgier, Czechosłowacji, Francji i Niemiec. Drugą najbardziej liczebną grupą w obozie byli Polacy. Warunki więźniów w podobozie „Neu-Dachs” były takie same jak we wszystkich innych obozach koncentracyjnych Trzeciej Rzeszy. Więźniowie byli zakwaterowani w 14 drewnianych barakach, wybudowanych na palach około 30 cm nad ziemią. Po obu stronach baraku znajdowały się okna. W salach były ustawione, jedne przy drugich, trzypiętrowe prycze, na których więźniowie spali osobno. Każdy więzień miał swój papierowy siennik wypchany słomą, poduszkę oraz dwa koce. Zimą salę ogrzewano przy pomocy żelaznych okrągłych pieców, o ile w ogóle więźniom dostarczono opał. Odzież więźniów stanowiły pasiaki (zimą drelichowe, latem sukienne), płócienna bielizna, czapki i drewniaki. Gdy odzieży z czasem zabrakło, zaczęto wydawać więźniom ubrania cywilne po pomordowanych w Oświęcimiu. By ją odpowiednio oznaczyć wycinano z tyłu marynarki kwadrat i wszywano w to miejsce kawałek materiału z pasiaka. Miało to też na celu utrudnienie ucieczki więźnia. Sama odzież często była podarta, większość więźniów nie posiadała bielizny, skarpetek ani rękawiczek. Tak odziani musieli pracować w zimie, na mrozie. Więźniom pracującym pod ziemią kopalnie przydzielały skórzane lub gumowe buty oraz kombinezony, na których widniał namalowany czerwoną farbą olejową pięciocentymetrowy czerwony pas. Ubiór w żaden sposób nie zabezpieczał więźniów przed chłodem, wilgocią i obrażeniami. Konsekwencjami braku odpowiedniej odzieży dostosowanej do warunków atmosferycznych i pracy, a zwłaszcza do tzw. „mokrych robót”, były z jednej strony spadek wydajności wykonywanej pracy, a z drugiej znaczny wzrost zachorowań. Więźniów skrajnie wycieńczonych, tzw. „muzułmanów”, wywożono do KL Auschwitz, gdzie trafiali od razu do komór gazowych. Większość więźniów wykonujących najcięższe prace przy budowie elektrowni stanowili Żydzi, których także w podobozach, zgodnie z powiedzeniem Reichsführera Heinricha Himmlera, traktowano jak „najgorsze na ziemi żyjące, bezwartościowe robactwo”.

Mało treściwe posiłki, takie same tak w KL Auschwitz, wydawano więźniom trzy razy dziennie. W końcowej fazie istnienia obozu więźniowie, którzy jeszcze byli zdolni do ciężkiej pracy, zaliczający się więc do kategorii ciężko pracujących („Schwerarbeiter”), dostawali podczas pracy dodatkową miskę bezmięsnej zupy. Miało to na celu podniesienie wydajności pracy. Dodatkową motywacją były także bony premiowe, tzw. „Prämienscheine“, wydawane przez firmy i zakłady korzystające z pracy więźniów oraz przydziały papierosów. Odpowiednie kwoty przydzielonych więźniom bonów wpłacano administracji KL Auschwitz. W rzeczywistości bony, którym starano się nadać formę wyróżnienia i które realizowane były przez kantynę obozową, funkcjonowały zupełnie inaczej. Przeważnie zostawały one wyłącznie w rękach kierownictwa, gdyż żaden z więźniów nie był w stanie na tyle sprostać wymogom władzy SS, by taką premię otrzymać. Jedyną możliwością zaspokajania dotkliwego aż do bólu głodu, były paczki od rodzin. Paczki otrzymywali jednak tylko więźniowie aryjscy. Rodziny wysyłały także pieniądze, które władze SS wymieniały na bony obozowe (pieniądze stawały się, zgodnie z obowiązującymi zarządzeniami, własnością SS). Obowiązywał surowy zakaz przysyłania lekarstw. W stosunku więźniów, którzy w swej desperacji łamali istniejące zakazy, usiłując zdobyć w nielegalny sposób dodatkową żywność czy lekarstwa by się uchronić przed śmiercią, stosowano system różnego rodzaju kar. Najczęściej stosowano karę chłosty, bądź zamykanie więźniów we wspomnianych „celach do stania”. Inną formą szykanowania więźniów były apele przed wyjściem do pracy. Więźniowie musieli nierzadko około 2 godzin stać na apelu, również przy mrozie sięgającym -20 ºC. Chorych układano na śniegu obok stojących w szeregu więźniów. Jedną z przyczyn dużej śmiertelności wśród więźniów, oprócz głodu, były fatalne warunki sanitarno-higieniczne. Więźniowie na rozebranie i umycie się pod natryskiem po pracy mieli jedynie kilka sekund, mając przy tym jedynie 10 dag mydła tygodniowo do dyspozycji.

Praca więźniów

Na początku większa część więźniów pracowała przy rozbudowie obozu. W ich zakres pracy wchodziło wówczas między innymi wycinanie drzew i budowanie dalszych baraków mieszkalnych dla więźniów, budowa kuchni murowanej, kotłowni, szpitala obozowego, budowa baraków dla SS, łaźni, magazynu odzieżowego, wykonanie instalacji wodociągowej w celu dostarczania ciepłej wody do łaźni, szpitala, kanalizacji, ulic obozowych i wież wartowniczych. Rozbudowa podobozu Neu-Dachs trwała w sumie do listopada 1943 roku.

Część więźniów wdrożono w pracę na terenie jaworznickich kopalń, a ich praca polegała na wydobywaniu nawet 12 tysięcy ton węgla miesięcznie. Dotyczyło to kopalń „Rudolfgrube”, „Dachsgrube” i „Friedrich-Augustgrube. Więźniowie stanowili około 60 % załogi tychże kopalń. Resztę więźniów przydzielono do budowy elektrowni „Wilhelm”. Więźniowie zatrudnieni na terenie kopalń i przy budowie elektrowni pracowali na trzy zmiany, włącznie z niedzielą oraz świętami, podobnie jak robotnicy cywilni. Wolna od pracy była tylko jedna niedziela w miesiącu. Początkowo doba pracownicza wynosiła 8 godzin i 45 minut, potem przedłużono ją do pełnych 9 godzin. W czasie pracy więźniowie podlegali sztygarom, majstrom, robotnikom cywilnym i kapom, a dozór składał się przeważnie z Niemców, którzy pod byle pozorem katowali więźniów do nieprzytomności, a wielu z nich mordowali.

Praca odbywała się w bardzo ciężkich warunkach, bez jakiejkolwiek odzieży ochronnej, a więźniowie nie posiadając dobrej kondycji fizycznej nie byli w stanie odpowiednio wykonać narzuconych robót. Wychudzeni, wygłodzeni tak, że zjadali paszę dla koni, kierowani do najcięższych prac pod ziemią, nierzadko byli chorzy, tak, że nie mogli ustać o własnych siłach, byli dodatkowo kopani do nieprzytomności przez kapów. Więźniowie po takiej szykanie często po paru dniach umierali. Z tej niewolniczej pracy największe zyski miała komendantura KL Auschwitz, do której wpływały wszelkie wynagrodzenia wypłacane przez firmy i zakłady przeznaczone właściwie dla więźniów.

Ewakuacja więźniów i likwidacja podobozu

W związku z pogarszającą się sytuacją Niemiec na froncie wschodnim, już z końcem listopada 1944 roku przystąpiono do ewakuacji więźniów. Część z nich wywieziono w tym czasie do KL Auschwitz II – Brzezinka, a następnie skierowano do KL Mauthausen i Gusen. Tam zatrudniono ich w zakładach zbrojeniowych Steyer-Werke. Z powodu zbombardowania, w nocy z 15 na 16 stycznia 1945 roku, kuchni obozowej i magazynu z żywnością, przystąpiono do ostatecznej likwidacji podobozu. Wszystkich zdolnych do marszu więźniów, a było ich około 3 200 osób, wyprowadzono z podobozu 17 stycznia 1945 roku pod eskortą esesmanów. Skierowano ich do KL Gross-Rosen (Rogoźnica), przez Chorzów, Bytom, Gliwice, Błachowinę Śląską i Koźle. Więźniowie podczas marszu mieli przy sobie bieliznę, koce. Przed wymarszem rozdawano po konserwie i po bochenku chleba, ale wielu z nich w pośpiechu nie zdołało ze sobą zabrać żadnego pożywienia. Więźniów pędzono bocznymi drogami, omijając większe miasta. Na dwóch wozach konnych, ciągnionych przez więźniów wieziono akta podobozu i dobytek esesmanów.
Z powodu niekorzystnych warunków atmosferycznych (silne opady śniegu), które znacznie utrudniły poruszanie się, spalono w końcu daną dokumentację. Podczas marszu nastąpiła zmiana eskorty, pod którą zginęło, według relacji byłego więźnia Zbigniewa Tokarskiego, od strzałów w tył głowy 200-300 więźniów. 20 stycznia 1945 roku kolumna ewakuacyjna więźniów dotarła do podobozu „Blechhammer” (Błachownia Śląska), stamtąd 21 stycznia wyprowadzono więźniów w kierunku obozu Gross-Rosen, a po 4 dniach, 25 stycznia 1945 roku, ostatecznie wywieziono ich pociągiem do obozu Buchenwald.

Wyzwolenie podobozu „Neu-Dachs” w Jaworznie

19 stycznia 1945 roku wkroczyły do Jaworzna oddziały Armii Czerwonej, uwalniając pozostałych w podobozie około 400 więźniów niezdolnych w czasie ewakuacji do marszu.

Zniszczenie dokumentów podobozu „Neu-Dachs” i fragmentaryczny stan zachowanej dokumentacji KL Auschwitz nie pozwala na dokładne ustalenie liczby zmarłych oraz wyselekcjonowanych na śmierć w podobozie. Niemniej jednak, kierując się danymi obozowego ruchu oporu w Jaworznie z tego okresu, co miesiąc wywożono około 200 więźniów, chorych, wyniszczonych pracą, do komór gazowych w Auschwitz. Można zatem na ich podstawie stwierdzić, że liczba ofiar podobozu „Neu-Dachs” była znaczna.